- Samolot odlatuje za 4 minuty proszę zająć miejsca i zapiąć
pasy, życzymy miłej podróży.
- Mamo, mamo! Daj mi soku. – Krzyczała mała dziewczynka z
tyłu, która kopała swoimi małymi stópkami mój fotel. Podróż samolotem i miejsce
przy oknie to najlepsze, co mi się trafiło. Całą podróż wpatrywałam się w
obłoki pod nami. Decyzja o przeprowadzce do innego kraju była dla mnie
najbardziej spontaniczną decyzją dotychczasowego życia. Mam zagwarantowaną
kwaterę u cioci, ale co będzie ze szkoła i pracą to mój największy dylemat.
Podróż wcale nie była długa, bo pogrążyłam się w myślach tak bardzo, ze
straciłam poczucie czasu, oczywiście trwała ona kilka godzina, ale ja ocknęłam
się dopiero jak odpierałam bagaże na lotnisku. Tak naprawdę nigdy nie widziałam
cioci Leny nawet na zdjęciu, a stojąc w poczekalni rozglądałam się na wszystkie
strony, ale nie widziałam nikogo po czterdziestce.
- Alice? – tak właśnie rodzice dali mi na imię Alicja. Był
to bardzo niski męski głos, który tak bardzo mnie zaintrygował, aż poczułam
delikatny powiew zimna.
- Tak, słucham?
- To ja Nick. – czekaj cos mi mówi to imię, to syn Leny.
- Tak, słucham?
- To ja Nick. – czekaj cos mi mówi to imię, to syn Leny.
- Tak?
- Chodź tam mamy samochód. – pomógł mi z bagażami i zaprowadził do samochodu. Oczywiście wszystko, co mówi jest z lekkim akcentem, co jest serio bardzo urocze. Lena czekała już na mnie w aucie przywitała mnie swoimi wyszminkowanymi ustami, przy czym pobrudziła mi policzki, dyskretnie przetarłam je i rozsiadłam się na kosmicznie wygodnej kanapie. Tak, kanapa w aucie, pierwsza moja myśl to:, ale są nadziani. Gdy wysiadłam przede mną był mini pałacyk, szczęka mi opadła. Trawnik idealnie przycięty, białe lwy i idealne kolorowe pasma kwiatów. Robi wrażenie, ale rzygam na samym wstępie ta idealnością. Zostałam dokładnie oprowadzona przez gospodynię tzn Ciocię Lenę po domu i zapoznana z zasadami. Wszystko okej, tylko, co, co dalej? Jestem świeżo po maturze nie wiem, co chcę robić w życiu, nie mam tu nikogo poza tymi o krewnymi, u których właśnie zamieszkałam.
- Chodź tam mamy samochód. – pomógł mi z bagażami i zaprowadził do samochodu. Oczywiście wszystko, co mówi jest z lekkim akcentem, co jest serio bardzo urocze. Lena czekała już na mnie w aucie przywitała mnie swoimi wyszminkowanymi ustami, przy czym pobrudziła mi policzki, dyskretnie przetarłam je i rozsiadłam się na kosmicznie wygodnej kanapie. Tak, kanapa w aucie, pierwsza moja myśl to:, ale są nadziani. Gdy wysiadłam przede mną był mini pałacyk, szczęka mi opadła. Trawnik idealnie przycięty, białe lwy i idealne kolorowe pasma kwiatów. Robi wrażenie, ale rzygam na samym wstępie ta idealnością. Zostałam dokładnie oprowadzona przez gospodynię tzn Ciocię Lenę po domu i zapoznana z zasadami. Wszystko okej, tylko, co, co dalej? Jestem świeżo po maturze nie wiem, co chcę robić w życiu, nie mam tu nikogo poza tymi o krewnymi, u których właśnie zamieszkałam.
Nie mam pojęcia, o czym może być opowiadanie, a dokładniej chodzi mi o fabułę, dlatego też jestem strasznie ciekawa, co się wydarzy dalej. Jeżeli możesz, poinformuj mnie o pierwszym rozdziale, za pomocą Twittera: @simplyroxyy. Pozdrawiam serdecznie i życzę weny! :) xx
OdpowiedzUsuńZapraszam również na moje opowiadanie, dopiero wystartowałam: http://i-need-you-to-tell-me-this-is-love.blogspot.com/